NIEZWYKŁA HISTORIA TOMASZA OPASIŃSKIEGO ABSOLWENTA ŻEGLUGI

O Tomaszu Opasińskim mówią, że to Roman Polański grafiki. Jest kolejnym Polakiem, który odcisnął swój ślad w historii Hollywood. Przez lata dyrektor kreatywny w Netflix, twórca plakatów takich filmów jak „Niepamięć”, „Harry Potter”, „King Kong”, czy „Bridget Jones”, zdobywca wielu branżowych nagród. Jednocześnie wyjątkowo empatyczny absolwent „Żeglugi”, który serce zostawił w Kędzierzynie-Koźlu i po latach wspiera młodych ludzi z naszego miasta.


Jako młody człowiek marzył, by być oficerem na statku, dziś jest jednym z najlepszych grafików z mocną pozycją w Hollywood. Tomasz Opasiński stworzył i współtworzył plakaty do wielu kasowych produkcji. Jest laureatem nagrody Photoshop World Guru Award oraz byłym uczestnikiem, finalistą oraz jurorem krajowych i międzynarodowych konkursów, m.in. „Young Creatives Cannes Lions Contest”, „The Hollywood Reporter Annual Key Art Awards” czy „Golden Trailer Awards”.

Bieg po śniegu, czyli pierwsza fascynacja „Żeglugą”


Tomasz Opasiński doskonale pamięta, kiedy po raz pierwszy zobaczył kozielski rynek, okryty kilkucentymetrową warstwą śniegu, po którym w sportowym stroju biegała grupa młodych ludzi.

– Zawsze chciałem uczyć się w liceum morskim w Gdyni, ale na zmianę planów namówił mnie mój kumpel, który uczył się w „Żegludze” w Kędzierzynie-Koźlu. Mówił „gościu, po co będziesz jechał do Gdyni, jak w Kędzierzynie-Koźlu jesteś bliżej domu”. Pamiętam, przyjechałem zimą do Kędzierzyna-Koźla, wychodzimy na rynek, śniegu było ponad kostki, dostrzegłem grupę chłopaczków w krótkich spodenkach i koszulkach, śpiewających i biegających. Zrobili kółko wokół rynku i pobiegli do szkoły. Pomyślałem wtedy „o, to jest fajna szkoła, muszę tu być, bo tu jest naprawdę ostro”. Poszedłem po papiery, kilka miesięcy później były egzaminy i tak zaczęła się moja przygoda – opowiada Tomasz Opasiński.

– Wszystko mi pasowało, kierunek – nawigacja i bliskość domu, Bytomia. Szkoła była super, to naprawdę dobra szkoła, ale i szkoła życia. Dlaczego szkoła życia? Pod tym względem, że uczyła obcować z innymi. Po lekcjach nie rozchodziliśmy się w swoje strony, tak jak mogłoby się wydawać, my niemal cały czas byliśmy ze sobą. Tak minęło pięć lat i następne 2,5 roku, kiedy byłem asystentem. W Kędzierzynie-Koźlu czułem się bezpiecznie, rodzinnie. Ta szkoła zawsze będzie mi się kojarzyć z rodziną i bliskimi znajomymi – dodaje.

Dobro powraca…

Gdy rozpoczął naukę, zamieszkał w internacie. Nie było mu łatwo, bo aby się utrzymać, musiał łączyć edukację i pracę dorywczą. Otrzymał jednak wsparcie finansowe, które bardzo ułatwiło mu życie. Nigdy nie dowiedział się, kto udzielił mu pomocy. Postanowił, że również będzie pomagał.

– Nie miałem żadnych pieniędzy. Dorabiałem sobie, udzielałem korepetycji, pomagałem na budowie, a nawet przerzucałem nawóz na działkach. Szkoła przez pierwszy rok pomagała mi socjalnie, opłacając posiłki. To było nieocenione wsparcie, bo doskonale wiem, jak ciężko musiałbym pracować, gdybym go nie dostał. Do dziś nie wiem, kto mi wtedy pomagał. Dlatego zdecydowałem, że również będę pomagał młodym ludziom, również chciałem zostać anonimowy – mówi Tomasz.

Anonimowość była trudna do utrzymania ze względów formalnych. Tak więc uczniowie, którzy otrzymują ufundowane przez Tomasza Opasińskiego stypendium, wiedzą, komu je zawdzięczają. O tym, do kogo trafi, decyduje dyrektor Zespołu Szkół Żeglugi Śródlądowej. Tomasz Opasiński planuje rozwijać swoją działalność pomocową, obecnie pracuje nad stroną internetową, która umożliwi innym osobom dołączenie do działalności charytatywnej.

– Pomoc udzielana jest nie tylko uczniom z problemami finansowymi, ale również tym, którzy chcą po prostu zrobić coś więcej. Poznałem w Kędzierzynie-Koźlu kilku chłopaków, którzy planują założyć agencję reklamową, chętnie podzielę się z nimi moją wiedzą. Chcę również zrobić prostą stronę internetową i poprosić znajomych o wsparcie. Wszystko będę formalizować i dopinać szczegóły, tak aby stworzyć link, na który będzie można wpłacać pieniądze. Muszę do tego niebawem przysiąść, aby mądrze rozwinąć tę działalność – podkreśla grafik.

Deficyt, który zrodził potencjał

Pływanie po morzach i oceanach było marzeniem Tomasza. Po ukończeniu „Żeglugi” planował studia w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni. Niestety badania kontrolne przekreśliły jego marzenia. Wada wzroku uniemożliwiła mu studia na wymarzonym kierunku, co było prawdziwym ciosem, po otrzymaniu którego ciężko było się podnieść. W jednej chwili przekreślone zostały jego młodzieńcze marzenia i plany na przyszłość.

Po zakończeniu nauki w szkole Tomasz pomagał uczniom w informatyce. Jak się okazało, miał niezwykły dar tłumaczenia trudnych z pozoru zagadnień. Potrafił dotrzeć do uczniów skuteczniej niż nauczyciele. To właśnie z tego powodu postanowił zostać w Kędzierzynie-Koźlu.

– Drugą rzeczą, którą zawsze lubiłem, było rysowanie. Mając 9 lat robiłem w podstawówce obrazki do gazetki. Zacząłem uczyć się grafiki i używać Photoshopa. Doskonale pamiętam moją pierwszą ilustrację. Była to tafla jeziora, na którą wkleiłem balon i stwierdziłem, że po prostu zajebiście to wygląda. Bardzo się w to wkręciłem – wspomina.

Tomasz uczył więc informatyki, ale każdą wolną chwilę przeznaczał na grafikę. To go uszczęśliwiało i powodowało, że zapominał o przekreślonych planach. Skontaktowało się z nim wydawnictwo z Katowic. To był czas pożegnania z „Żeglugą”.

– Zakończenie pracy w szkole jest dla mnie bardzo smutnym wspomnieniem. Zżyłem się z ludźmi, jak i z miastem. Zacząłem robić reklamy i mi się to spodobało – opowiada.

Tomasz cały czas pasjonował się Photoshopem, którego nauce poświęcał mnóstwo czasu. Wspólnie z kolegą zdecydował się pójść na profesjonalny kurs w Krakowie, aby zdobyć „papiery” z zakresu grafiki.

– Wykładowca stwierdził, że z moimi umiejętnościami to ja powinienem wykładać. Dostałem pracę w Warszawie. Niestety okazało się, że poza wykładaniem, mam sobie szukać słuchaczy. To nie było dla mnie. Znalazłem pracę w największej w Polsce agencji reklamowej Euro RSSG Dialog. Niedługo później skontaktował się ze mną właściciel firmy założonej przez Amerykanina, który zaproponował mi zrobienie plakatów dla HBO – mówi Tomasz.

Guru plakatów hollywoodzkich, czyli kreatywność w realiach deadlinów

W 2001 roku w głowie Tomasza narodził się pomysł wyjazdu do USA. Opuścił kraj, aby zatrudnić się w niewielkiej agencji reklamy w Milwaukee. W międzyczasie spróbował swoich sił w konkursie Photoshop World, gdzie zdobył tytuł GuruAward w kategorii kolaż. To prestiżowa nagroda, zwana branżowym Oscarem. To właśnie podczas tego konkursu zapytał o pracę przedstawicieli jednej z dużych firm.

– Podszedłem do nich z nagrodą w ręku, spojrzeli na mnie z dziwnym wyrazem twarzy i poprosili, bym przyszedł jutro, bo wtedy będzie dyrektor kreatywny. Przychodziłem codziennie i dopiero w czwarty dzień go złapałem. Zaproponował, abym przyjechał za tydzień, to zostanę przetestowany. W mojej dotychczasowej firmie powiedziałem, że wyjeżdżam z Polakami na wycieczkę. Tak naprawdę przez tydzień, niemal bez przerwy, dłubałem plakaty. Jak wróciłem, musiałem kłamać, że zgubiłem aparat fotograficzny – śmieje się Tomasz.

Prace szybko przypadły do gustu szefom nowej firmy, którzy zaproponowali Tomaszowi zatrudnienie, wszczęto postępowanie o wizę. Życie absolwenta „Żeglugi” zmieniło się diametralnie.

– Nagle wszystko stało się takie szybkie, życie kręciło się ostro, jedna, druga, potem trzecia firma. Z czasem założyłem własne działalności. Poznałem mnóstwo ludzi – znanych reżyserów, aktorów. Spotykamy się i rozmawiamy tylko o tym, co ma być na plakacie. Nie ma w tym blasku gwiazd, to jest po prostu praca. Zasada jest taka, że nie możemy się sobą ekscytować, nie robimy zdjęć, nie przedstawiamy znajomych, po prostu przychodzimy do pracy i ustalamy szczegóły. Im wyżej jest się w tej hierarchii, tym bardziej wszystko jest skomplikowane – przyznaje grafik.

Nie sposób wymienić, ile plakatów wyszło spod ręki Tomasza. Tworzył je dla najbardziej znanych produkcji filmowych w Hollywood. Wśród nich „Elektra”, „Amelia”, „Hulk”, „Batman vs Superman”, „Madagaskar”, „King Kong”, „Ultimatum Bourne’a”, „Harry Potter”, „Jestem Legendą” i wiele innych.

– Pamiętam, jak robiłem plakat do filmu „Niepamięć” – tworząc go byłem bardzo chory. Nie mogliśmy dostać zdjęć ze studia, nic nie odpowiadało temu, co miałem zrobić. Powiedziałem „kurczę, zrobię to w 3D”. Deadline miałem na poniedziałek, a w weekend mnie rozłożyło. Mimo to zmobilizowałem się i zrobiłem most, wkleiłem Toma Cruise’a i usłyszałem: „o to nam chodziło!”. Gdy robiłem plakaty do Harrego Pottera, przez kilka miesięcy praktycznie nie wychodziłem z domu – wspomina.

– Z każdym plakatem chodzi o to, aby wyjść poza przeciętność. Deadline uczy myśleć, to adrenalina, która wspiera twórczość. To trochę jak z matematyką, im więcej mam zadań, tym lepiej je rozwiązuję. Deadline uczy podejmowania decyzji. Nigdy się nie spóźniam i nie zawalam terminów. Cały czas się uczę. Każdy w moim zespole szuka inspiracji gdzie indziej – jedni pływają, inni uprawiają jogę, ale to właśnie deadline ich ściąga do biura, aby zmaterializować pomysły. Nie można tworzyć czegoś tylko po to, aby wysłać i powiedzieć „uf, zrobione, odhaczone”. Masz to tak zrobić, aby na końcu śmiać się i mówić: ale zajebiste! – przyznaje.

Polak w świecie Netflixa

W 2015 roku Tomasz Opasiński przyjął propozycję pracy dla Netflix. Dzięki swym staraniom w końcu zdobył wymarzoną pozycję, stając się dyrektorem kreatywnym.

– Miałem tam nie projektować plakatów i to jakoś mnie nie przekonywało. Jednak byłem dyrektorem kreatywnym, co nie ukrywam, bardzo mi odpowiadało. Robiłem rzeczy od innowacji, do tego, co widzimy na ekranie – mówi

Tomasz zawsze podkreśla, że tylko pasja i angażowanie się na sto procent, mogą przynieść sukces.

– Robiłem to, co sprawiało mi przyjemność i ludzie to zauważyli. Nie parłem na siłę. Ważne jest to, jakim się jest człowiekiem. Będąc opryskliwym, wrednym, upartym czy nadętym, nie doszedłbym nigdy do tego poziomu. Nawet lubię się ubierać tak, aby nikt nie wiedział, co robię. Zatrudniając kogoś też nie zwracam uwagi na to, jak wygląda. Chciałbym jeszcze więcej pracować z inżynierami. W Netflixie pracowałem z nimi robiąc systemy i analizowałem, co jest w obrazie takiego, że wywołuje na ludzkich twarzach uśmiech – mówi Tomasz.

– Mogłem iść w stronę „kolesi” i palić trawę, robić głupoty. Jednak zdecydowałem, niech kolesie robią swoje, a ja zrobię swoje. Młodzi ludzie bardzo szybko chcą wszystko osiągnąć, nie mają cierpliwości, by wytrwale pracować. Bycie mistrzem w plakacie wymaga przejścia przez setki różnych scenariuszy, po to, aby w efekcie być dobrym. Spryt jest tylko na chwilę. Ja wiedziałem, że sukces nie jest krótkim biegiem i cwaniactwem, lecz ciężką, mozolną pracą. Poświecę się, pocierpię, ale nauczę się i będę najlepszy – podsumowuje.

Sukces Tomasza Opasińskiego jest wynikiem ciężkiej pracy, okraszonej wyrzeczeniami, z dużą dawką cierpliwości i wytrwałości. Wszystkie te elementy scaliła skromność, pokora, dobroć i empatia. Jak udowadnia nasz rodak, człowiek, który pokochał Kędzierzyn-Koźle, warto wierzyć w siebie, ciężko pracować, być dobrym dla innych i pomagać. Nawet w świecie, w którym przebiegłość, cwaniactwo i egoizm stają się normą, on pozostał sobą i pielęgnował każdą zakorzenioną w sobie wartość. Pokazał nam wszystkim, jak należy realizować marzenia.

(źródło kk24.pl)

PARTNERZY ŻEGLUGI

...

BIP